01.01.2015—14.02.2015

JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC
Escape and return / Uciec i wrócić


przewiń w dół do polskiej wersji

Of all the modern, designer, as they say, drugs I liked 25i the most.The first symptom of the substance use was an extremely strong need to bond with household objects, still, I’m surrounded by them every day. Nothing has changed in colors and impressions, but at some point I noticed that the glove, which I use to raise the boiling water, looks at me ironically and with disgust. The glove has nothing resembling an eye, however that look was very clear and extremely unfavorable to me. Was it about the introduction of substances hazardous to health into the calm of home? Or maybe it was about something more, about my whole way of life, with too little attention that I offer to the idea of taking care for the space? Anyway, the glove did not approve of something. I was increasingly ashamed, possibly I might have started to apologize it for everything until all these visualizations came, crossing the colors, and I didn’t want to think about it anymore. But even today, our relationship remains ambiguous.

Or another thing: wild ferns grow in my garden. I don’t cultivate them, but being exceptionally strong, they are able to survive both my negligence and bad weather conditions. Something tells me to take them into account to the extent that some of the time I have to high five them; confirm our closeness and mutual respect. It is not an obsessive compulsive disorder, nor a mental illness. I know they are only ferns, and the rest is a product of the imagination, but I like this ritual of our own.

I try to go out sometimes, but it just doesn't work for me. Two fat guys started a fight. This was just one of the reasons why I left the party in the apartment at Hoża street. Taxi ”Glob” was already waiting, but some girl hysterically ran out of the building and got into my taxi all in tears. I let her go and right after I regretted, because it started to rain. At that moment, a car stopped in front of me; somebody opened a window on the passenger side and asked if I need a ride. I was going to refuse of course, but in the light of the street lamp I examined the driver and saw that it was a well-known comedian Bohdan Smoleń*. I thought it might be interesting, so I sat in the front. Off we go. Smoleń drove very badly, slowly and he kept talking, jokingly referring to the names of the streets we passed. ”The Agreement street? ok I agree to turn!“. He twisted words in an unfunny way and to top it all he played Eska radio very loudly. It all started to piss me off terribly, but I thought that anyway I’m having a complimentary ride and maybe I’ll manage to survive till Żoliborz.

But to my surprise Smoleń suddenly began stopping the car violently and descend almost to the sidewalk, where two beggars, or in any case, poorly-looking men on crutches were standing and who were just drinking vodka, straight from the bottle. „We’re getting off" said Smoleń and I did not argue. He approached the stuggering cripples and began to say something in an undertone. They scattered, as far as the crutches allowed and also said something. I walked closer and realized that Smoleń is just casually stealing their money and phones. I ran scared to stop him, but he shouted at me: "Stand back, doll," and further terrorized them. I started running blindly down the street, but then I realized that I left my fox hat in the car. I like it very much, so I went back. Smoleń has just finished with the beggars and said that now he’ll drive me home. Being too tired, I agreed. We remain silent all the way, only Eska radio was on, and I did not have the courage to ask about that incident.
*http://pl.wikipedia.org/wiki/Bohdan_Smoleń

Maria Kozłowska

///

Ze wszystkich nowoczesnych, jak to się mówi, designerskich narkotyków najbardziej podobało mi się 25-i. Pierwszym objawem działania substancji była nad wyraz silna potrzeba więzi z przedmiotami domowymi, którymi jestem przecież otoczona na co dzień. W kolorach i wrażeniach nic się nie zmieniło, w pewnym momencie zauważyłam tylko, że łapka, czy też rękawiczka, której używam do podnoszenia wrzątku, patrzy na mnie ironicznie i z odrazą. Łapka nie ma niczego co przypominałoby oko, a jednak to spojrzenie było bardzo wyraźne i dla mnie wyjątkowo niekorzystne. Czy chodziło o wprowadzenie zagrażających zdrowiu substancji w spokój domu? A może szło o coś więcej, o cały mój sposób życia, o zbyt niewielką uwagę jaką ofiaruję idei dbałości o przestrzeń? Łapka w każdym razie czegoś nie pochwalała. Wstydziłam się coraz bardziej, możliwe nawet, że zaczęłam ją za wszystko przepraszać, aż w końcu przyszły wszystkie te wizualizacje, przeprawy po kolorach, no i nie chciało mi się już o tym więcej myśleć. Jednak do dziś nasza relacja pozostała po prostu niejednoznaczna.

Albo inna rzecz: w moim ogrodzie rosną dziko paprocie. Nie pielęgnuję ich, ale one, wyjątkowo silne, są w stanie przetrwać zarówno moje zaniedbania jak i niedobre warunki atmosferyczne. Coś każe mi brać je pod uwagę do tego stopnia, że raz na jakiś czas muszę zbić z każdą z nich tak zwaną piątkę; potwierdzić naszą bliskość i wzajemny respekt. Nie jest to mania natręctw ani psychiczna choroba. Wiem, że to tylko paprocie, a cała reszta jest wytworem wyobraźni, ale lubię ten nasz rytuał.

Próbuję czasem gdzieś wyjść, ale to się po prostu w moim wypadku nie sprawdza. Dwóch grubasów zaczęło się bić. Był to tylko jeden z powodów, dla których opuściłam imprezę w mieszkaniu na Hożej. Czekał już na mnie Glob, ale jakaś dziewczyna w histerii wybiegła z klatki i płacząc wsiadła do mojej taksówki. Pozwoliłam jej odjechać, ale zaraz potem pożałowałam, bo zaczęło padać. W tym momencie zatrzymał się przy mnie samochód; ktoś uchylił szybę od strony pasażera i zapytał czy potrzebuję podwózki. Miałam oczywiście zamiar odmówić, ale w świetle latarni przyjrzałam się kierowcy i zobaczyłam, że jest to znany satyryk Bohdan Smoleń. Pomyślałam, że to może być ciekawe, więc nawet usiadłam z przodu. No to jedziemy. Smoleń prowadził bardzo źle, jechał wolno i nie przestawał mówić, żartobliwie odnosząc się do nazw ulic, które mijaliśmy. "Zgody? No to skręcam, zgoda!". Nieśmiesznie przekręcał słowa i na dodatek bardzo głośno puścił Eskę. Zaczęło mnie to wszystko strasznie wkurwiać, ale pomyślałam, że jednak jadę za darmo i może przetrwam do tego Żoliborza. Ale jakie było moje zdziwienie, kiedy nagle Smoleń zaczął gwałtownie hamować i zjeżdżać praktycznie na chodnik. Stało na nim dwóch chyba żebraków, w każdym razie biednie wyglądających mężczyzn o kulach, którzy pili akurat wódkę z butelki. "Wysiadamy" - powiedział Smoleń, a ja nie oponowałam. Podszedł do słaniających się kalek i zaczął mówić coś półgłosem. Oni tak jakby się rozpierzchli, na tyle na ile pozwalały kule i też coś w poruszeniu mówili. Podeszłam bliżej i zorientowałam się, że Smoleń normalnie kroi ich z pieniędzy i telefonów. Przestraszona podbiegłam żeby go powstrzymać, ale on krzyknął na mnie: "Odsuń się, lalka" i dalej ich terroryzował. Zaczęłam na oślep biec ulicą, ale wtedy zorientowałam się, że w samochodzie została moja czapka z lisa, którą bardzo lubię, więc zawróciłam. Smoleń skończył akurat z żebrakami i powiedział, że teraz zawiezie mnie do domu. Byłam zbyt zmęczona, zgodziłam się. Przez całą drogę już milczeliśmy, tylko Eska leciała, a ja nie miałam odwagi zapytać o tamto zdarzenie.

Maria Kozłowska




15/27

<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić
<p>01.01.2015—14.02.2015 </p>JAN DOBKOWSKI, GELITIN, TOMASZ KOWALSKI, AGNIESZKA POLSKA, PIOTR URBANIEC </br>Escape and return <font color=“0000ff“>/</font> Uciec i wrócić

↑ to the top